Trzysta finałów EuroSongs za nami

2019-04-11, Mateusz Zimny



W zeszłą środę świętowaliśmy trzysetny finał Internetowego Konkursu Piosenki EuroSongs w australijskim Darwin, który zakończył się zwycięstwem francuskiego artysty o pseudonimie Foé, który utworem "Nuria" przyniósł Matimie2000 jego drugie zwycięstwo. Sięgnijmy jednak wstecz. Pierwszy finał EuroSongs odbył się 23 lutego 2010 roku w rosyjskim Sankt-Petersburgu, a więc ponad dziewięć lat temu. Wygrał wtedy Walder, który w barwach Francji wystawił utwór „Le bien qui fait mal” w wykonaniu Mozart L'Opera Rock. Od tamtej pory metamorfozę przeżył nie tylko format konkursu, ale również gust uczestników. Z większych wydarzeń w EuroSongs warto zaznaczyć choćby przenosiny ze wspominanego z sentymentem forum na Facebooka, koniec rezerwacji państw na pełne dekady kosztem rezerwacji rozgrywającej się co edycję czy w końcu stworzenie funkcjonującej coraz lepiej z edycji na edycję aplikacji konkursu stworzonej przez Jacka Kubiaka w ramach swojej pracy inżynierskiej. Wielu z zasiedziałych uczestników odeszło, potem wracając lub niekoniecznie. Wielu też pojawiło się jedynie na chwilę, by stwierdzić, że to nie jest ich bajka. Zmieniali się również członkowie administracji. Najwytrwalsi zostali i do dziś dzień zasilają szeregi tzw. starej gwardii. Nie ujmujemy oczywiście wartości nowych uczestników, którzy do konkursu wprowadzili świeżość i różnorodność. Wśród zwycięzców konkursu znalazło się wiele pozycji wartych wspomnienia. Część z nich stała się potem hitami radiowymi. Przypomnijmy choć kilka takich jak „Rolling in the deep” Adele, „Wonderful life” Hurts, „I follow rivers” Lykke Li czy „Take me to church” Hoziera, Można więc nazwać EuroSongs swoistym twórcą trendów muzycznych. Muzyka EuroSongs nie jest charakteryzowana jednym gatunkiem muzycznym. W zależności od gustu biorących udział w konkursie uczestników, mamy tu przekrój przez wszystkie możliwe style – od heavy metalu po muzykę folkową przez elektronikę, hip-hop i radiowy pop. Tutaj nie ma recepty na zwycięstwo, a oryginalność jest przeważnie dobrze punktowana. EuroSongs to także wiele konkursów pobocznych, których pomysłodawcami byli uczestnicy zabawy. Nagroda „Luttenberg*Klug”, której inicjatorem był Jax, dla piosenki, która niezasłużenie nie awansowała do finału zawdzięcza swoją nazwę zespołowi, któremu takie nieszczęście przytrafiło się w 31. edycji konkursu, zaś nagroda „Lubelskiego Fulla” (zainicjowana przez Dżeka) nazwę wzięła od tytułu piosenki zespołu Primo, który bezprecedensowo uznano za najbardziej niechlubną propozycję 25. edycji. Oprócz nich warto wspomnieć również o „GoldStars Music Awards” - prywatnych statuetkach użytkownika Dabiego, czy młodziutkiej „Złotej Gęsi” przyznawanej najlepszej piosence śpiewanej w egzotycznym języku. Trzysetna edycja konkursu to powód do dumy, dowód na to, że konkurs się przyjął i żadna wichura go nie ruszy. Pamiętamy edycje, w których udział brało jedynie kilkunastu uczestników. W edycji numer 300 udział wzięło ich aż 45. EuroSongs życzymy oczywiście jeszcze wielu tak okrągłych rocznic i wielu tak wspaniałych uczestników i piosenek, a biorącym w nim udział życzymy satysfakcjonujących rezultatów i przede wszystkim wyśmienitej zabawy.